WYWIAD: Paweł Konjo Konnak – Mogę być absolutnie uważany za niepoważnego polskiego artystę. Mogę w ogóle nie być uznawany za artystę. Zupełnie mi to nie przeszkadza

WYWIAD: Paweł Konjo Konnak - Mogę być absolutnie uważany za niepoważnego polskiego artystę. Mogę w ogóle nie być uznawany za artystę. Zupełnie mi to nie przeszkadza

SONY DSC

Zapraszamy na wywiad z wydawałoby się dość kontrowersyjną postacią polskiej sceny artystycznej – Pawłem Konjo Konnakiem.

O.N.: Jesteś barwną postacią. Można powiedzieć, że na swój sposób kontrowersyjną. Jak myślisz, czy ludzie traktują Cie poważnie?

Konjo: „Znaczy ja, żeby była jasność, nie mam nic przeciwko, żeby traktowano mnie nie poważnie. Uważam, że śmiech jest czymś zdrowym. Dystans do świata jest czymś zdrowym, jak ktos ma dystans do mnie to jestem tym zachwycony. Z tego, co wiem, od śmiechu jeszcze nikt nie umarł, a większość dyktatorów nie miała poczucia humoru. W związku z tym, mogę być absolutnie uważany za nie poważnego polskiego artystę. Zupełnie mi to nie przeszkadza, dopóki jest chociaż kilka osób, które chcą przychodzić na moje wystąpienia tudzież czytać moje książki czy oglądać koncerty. Nie zazdroszczę sławy ani Shakirze, ani Madonnie, ani Metallice czy Edycie Górniak”.

O.N.: A czy uważasz, że Polacy lubią indywidualistów?

Konjo: „Ja w dalszym ciągu odróżniam artystę lat 80 tych (gdzie zaczynałem moją przygodę ze światem sztuki) od dnia dzisiejszego. Oczywiście, wówczas każda indywidualność była tępiona. Natomiast teraz, indywidualność jest co raz bardziej w cenie. Docenia się indywidualność twórców a nie odtwórczość prawda? Takie postaci mają szansę zaistnieć na dłuższy czas w sercach fanów oraz w popkulturze. Ogólnie nie spotkałem się z opiniami, że jako indywidualista jestem źle postrzegany. No chyba, że przez rodziców. Bo jako dziecko, które skończyło osiem lat podstawówki, cztery liceum, dziesięć studiów (zresztą nie zakończonych dyplomem) biega w pogniecionych kalesonach a nie jest nauczycielem języka polskiego. Takie było życzenie moich rodziców”.

O.N.: Czy zdarzały Ci się sytuacje, że wzbudzałeś w ludziach jakieś negatywne odczucia?

Konjo: „Nie. Jakoś nie. Mogę też takowe i są, nie wiem. Ja się z takimi opiniami nie spotkałem, natomiast no na pewno w latach 80 tych, gdy byłem członkiem różnych podziemnych formacji artystycznych, robiliśmy wiele rzeczy tylko po to, by ludzi denerwować. By wyrwać ich z tego marazmu. I wówczas wtedy nasza taktyka szoku powodowała, że ludzie być może zdobywali się na pewną autorefleksję. Pozwoliła ona niektórym opowiedzieć się do państwa totalitarnego. Natomiast myślę, że już w latach późniejszych, 90 tych jestem artystą bardzo przyjaznym światu. Chyba nie wzbudzam jakość specjalnie kontrowersji. Zresztą nie takie mam plany jeśli chodzi o cel moich różnych akcji estradowych. Nie jestem tez takim „zawodowym kąsaczem” jak Kuba Wojewódzki”.

O.N.: Czy Polacy mają poczucie humoru?

Konjo: „Oczywiście. Mamy niesamowite poczucie humoru. Czego dowodem na to jest niezwykła popularność kabaretów. Branża kabaretowa i branża Disco Polo jest teraz prężnie rozwijająca się branżą rozrywkową. To jest wolny rynek i ocenić możemy zapotrzebowanie odbiorców na taki rodzaj sztuki. To, że artyści Disco Polo zarabiają ładnie mnie nie dziwi, ale fakt, zarobków kabareciarzy jest zdumiewający. Mamy tu do czynienia z dużym poziomem akceptacji i oznacza to, że w Polsce panuje głód dobrego humoru. Istnieje zapotrzebowanie i lubimy się śmiać. Uważam, że jesteśmy co raz weselszym narodem”.

O.N.: Co roku możemy spotkać Cię na Festiwalu Muzyki Tanecznej w Ostródzie. Jak sądzisz, za co Polacy kochają Disco Polo?

Konjo: „Każdy naród, ma te wysokie strefy kultury i te niższe. Amerykanie mają swoje country, Niemcy mają swoje Heimat Malody a my mamy Disco Polo. Nie można powiedzieć, że Polacy są jakoś upośledzeni. W masie pożądamy rzeczy bardzie przystępnych, bardziej przyziemnych. Odrębne subkultury można powiedzieć, że podążają za bardziej wyrafinowanymi produktami artystycznymi. Dla mnie to nic gorszącego, że po raz kolejny oszaleliśmy na punkcie Disco Polo. To jest coś fantastycznego. Doszliśmy do sytuacji, gdy istnieje wiele obszarów, które maja potężna afirmację. Disco Polo ma duże zaplecze medialne. Polska dlatego, że staje się krajem bardziej normalnym (myślę, że za 200 lat w końcu jednak będziemy już normalni). Wychodzimy w końcu z bagna komunistycznego. I tak jesteśmy dzielni, bo wydobywamy się z tego szamba dość dobrze. Myślę, że ten kraj będzie co raz bardziej przyjemny, miły i sympatyczny. Nawet Putin nam w tym nie przeszkodzi.”

O.N.: Współpracowałaś z wieloma gwiazdami polskiej estrady. Jak wspominasz czasy z poszczególnymi artystami?

Konjo: „Jestem bezkrytyczny w stosunku do moich kolegów, z którymi miałem przyjemność współpracować. Tak samo mam wielki sentyment do moich kumpli z podziemia, jak i do teraźniejszych współpracowników. Uwielbiam Skibę, z którym spędziłem 10 pięknych lat (Makumba i te rzeczy), szanuję Tymona Tymańskiego, z Michałem Wiśniewskim przeżyłem prawie dekadę (prowadziłem mu prawie 600 koncertów na wszystkich kontynentach). Jest to świetny kumpel, jednak boleję nad tym, że jest tak ześwirowany, że przestał śpiewać”.

O.N.: Jak uważasz, czy zostawiłeś jakieś piętno na polskim Punk Rocku’u?

Konjo: „Ja mam taką cechę, że jak w coś wchodzę, to wchodzę po całości. I jak teraz znam całą scenę Disco Polo, tak kiedyś znałem cała scenę Punk Rockową. Wszyscy byliśmy kumplami. Myślę, że inspirowaliśmy się nawzajem. Kolegowałem się z takimi zespołami jak: Dezerter, Robert Brylewski, Abadon, Korpus X czy WC. Myślę, że Ci ludzie na pewno mile mnie wspominają z lat 80 tych. Chociażby dlatego, że organizowałem im koncerty w Gdańsku. Nie byłem muzykiem (bo akurat Bozia mi poskąpiła tego talentu, albo mam je tylko ich nie rozwijałem ze swoim lenistwem) ale myślę, że kumple z zespołu bardzo mile wspominają nasze wspólne, ciężkie czasy. Podtrzymaliśmy się na duchu obopólnie”.

O.N.: Jak wyglądało organizowanie koncertów w latach 80 tych?

Konjo: „Koncertów było bardzo mało. Ja na przykład opisuje to w książce „Gangrena”. Wówczas w Gdańsku odbywało się może ze trzy koncerty w roku. Gdzie dziś odbywa się ich kilkadziesiąt dziennie. W porównaniu jakość tamtejszych koncertów i dzisiejszych to jest niebo a ziemia. Zaplecze techniczne jest teraz niesamowite. Kiedyś ktoś przyniósł kawałek perkusji, jakiś NRD – owski wzmacniasz, ktoś pożyczył gitarę. Jakiś koszmar logistyczny. Mimo to, koncerty się odbywały. To było piękne. Plakaty były ręcznie malowane, nikt nie chciał drukować. Trzeba było je w nocy przyklejać, bo ścigało ZOMO. Była straszna łapanka. To była swoistego forma walki z systemem. Czuliśmy się wielką jedną rodziną. Tymbardziej, że nie wiedziałeś, czy podczas koncertu ktos nie wparuje i Cię nie aresztuje. Kiedyś powiedział ładnie Muniek: „Kiedyś przychodziło się na muzykę, dziś przychodzi się na gwiazdy. Każdy koncert był potężnym świętem, niezwykłym wydarzeniem. Waznym był sam fakt, uczestniczenia w takim wydarzeniu”.

O.N.: Jak kojarzy Ci się Ostróda?

Konjo: „Miasto miałem okazję dość dobrze poznać. Jestem tu co roku na festiwalu Muzyki Tanecznej. Mój brat nawet w latach 80 tych był tu w wojsku. Miał przerąbane. Miałem okazję nawet popływać sobie stateczkiem po jeziorze. Cieszę się, że nie stoi już tu Armia Radziecka tylko spotkać można pozytywne dźwięki Reggae lub hedonistyczne bajki Disco Polo. To pokazuje jak pięknie ten kraj się zmienia. Dowód na to, że w Korszach odbywają się fajne imprezy a nie ktoś szykuje się do III Wojny Światowej. Ostróda jest pieknym miastem w kosmosie. Fajne jest to, ż kiedyś takie festiwale jak ORF lub FMT odbywały się w wielkich miastach, a teraz to się już zmienia”.

O.N.: Jesteś autorem kilku książek. Co Cię skłoniło do ich napisania?

Konjo: „Przede wszystkim to, że miałem życiorys a nie CV. Wydarzyło się w moim życiu wiele zdarzeń. Miałem tez to niesamowite szczęście, że mogłem uczestniczyć w wielu epokowych wręcz wydarzeniach, poznać wielu wspaniałych ludzi. Postanowiłem opisac wszystko to, co przeżyłem. Chyba przede wszystkim po to, by zachować pamięć o tych ważnych wydarzeniach. Uważam, że moje spostrzeżenia są całkiem ciekawe, bo jestem człowiek politycznego podziemia i człowiekiem zycia w wolnym kraju”.

O.N.: Jeśli miałbyś nadać barwę ustrojowi Komunistycznemu, to jaka by ona była?

Konjo: „Byłaby to barwa identyczna, jaką ma gówno. Wtedy wszystko było beznadziejne, betonowe. Z góry narzucone”.

O.N.: Dziękujemy za rozmowę.

Konjo: Cała przyjemność po mojej stronie.

Rozmawiała: Beata Horodyłowska

Dodaj komentarz

*

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.