ARTUR KURIATA WYMIATA!

ARTUR KURIATA WYMIATA!

Artur Kuriata. Tancerz pochodzący z Samborowa, którego szersza publiczność miała okazję poznać w programie You Can Dance odwiedził swoje rodzinne strony. Skorzystaliśmy z okazji i poprosiliśmy go o rozmowę.

Ostróda News – Po ostatnim występie w You Can Dance miałeś wypadek. Co tak naprawdę się stało?

Artur Kuriata – Podczas początkowego tańca miałem skoczyć salto w tył ze stołu. Niestety podczas prób niefortunnie wybiłem się i skoczyłem to salto w miejscu. Przez to przy lądowaniu uderzyłem głową w bok metalowego podestu. W pierwszym momencie poczułem ból i automatycznie złapałem się za głowę na której poczułem wgniecenie, chwilę później okazało się, że moja głowa krwawi. Na szczęście szybko zareagowali inni uczestnicy i fizjoterapeuta, który akurat był na sali. Obandażowali mnie i zostałem zawieziony do szpitala. Na miejscu lekarz powiedział, że „tylko” się oskalpowałem.

– Jak się teraz czujesz?

– Bardzo szybko dochodzę do siebie. Od wypadku minęły 2 tygodnie. Dziś ściągnięto mi szwy. Jednak organizm wciąż daje o sobie znać podczas większego wysiłku, choćby w domu czy przy pierwszych próbach ćwiczeń.  Z powodu urazu, utraty dużej ilości krwi  i wciąż zrastającej się rany szybciej się męczę, więc będę musiał stopniowo wdrażać wcześniejszy trening.

– Nie było możliwości, by z takim urazem wystąpić?

DSCN0083_wm– Pytałem chirurga, który mnie zszywał, kiedy mogę wrócić do treningów. Myślałem, że tylko mnie zszyje i już wieczorem będę mógł dalej ćwiczyć. Okazało się jednak , że każdy ruch głową, otwarcie buzi, śmiech powodowały ponowne otwarcie rany. To był dla mnie sygnał, że nie można stawiać tańca ponad zdrowie. Dodatkowo mój duet był bardzo wymagający i nie było mowy o dalszym udziale w programie.

– Co czułeś, gdy podjąłeś decyzję o rezygnacji?

– Szczerze mówiąc musiało minąć kilka dni, by całe wydarzenie do mnie dotarło. Nie miałem specjalnego żalu do siebie, bo wiem co jest dla mnie najistotniejsze. Teraz wiem, że dostanę kolejną szansę w przyszłej edycji. Ta perspektywa trochę wszystko zneutralizowała, bo ta przygoda jeszcze się nie skończyła. Przeanalizowałem wszystko co się wydarzyło – nie miałem żadnych powikłań zaraz po wypadku – żadnych zawrotów czy wymiotów. Lekarze mówią, że rana bardzo ładnie się goi, więc za kilka tygodni będę mógł normalnie trenować. Wiadomo – szkoda, ale trzeba wyciągać wnioski i żyć dalej.

– Jak to się stało, ze zacząłeś tańczyć?

12782405_10203773734783184_581580567_n– To był przypadek. Moja siostra w podstawówce chciała tańczyć. Rodzice zapisali ją na taniec towarzyski. W tańcu musi być para i potrzebny jest partner, dlatego wzięli mnie. Spodobało mi się i przez 4 lata tańczyłem z siostrą. Jeździliśmy na turnieje, zdobywaliśmy nawet nagrody. W gimnazjum przyszedł moment, ze się pojawił hip-hop. Od tego momentu sam zacząłem swoją ścieżkę. Mama z tatą zawsze mocno nas motywowali, inwestowali sporo czasu i pieniędzy. Gdy zrozumiałem, czym jest dla mnie taniec, zacząłem sam nad tym pracować. Oczywiście rodzice mnie wspierali, ale to już była moja decyzja. Całe gimnazjum jeździłem do Olsztyna do szkoły Iwony Pavlovic oraz do Ostródy. Zajęcia miałem praktycznie codziennie i  pod koniec gimnazjum przyszedł mi do głowy pomysł, by pojechać gdzieś dalej w Polskę. Na początku myślałem o Łodzi, jednak ostatecznie wylądowałem w Warszawie. W międzyczasie miałem jeszcze stypendium, które dostałem od choreografa Tonego Tzara z Los Angeles.

– W jaki sposób dostałeś to stypendium?

– Byłem na warsztatach tanecznych i podczas tego obozu zostałem dostrzeżony przez jednego z choreografów, współtwórcę projektu Hollywood Tour Zaproponował on mi udział w tym projekcie. Sporo czasu zajęło przygotowanie i zebranie funduszy, dlatego do wyjazdu doszło dopiero w następnym roku. Wszystko udało się dzięki rodzicom i Iwonie Pawlovic, która pomogła finansowo.

– Potem przeprowadziłeś się do Warszawy…

DSCN0079_wm– Tak, tu chodziłem do liceum. W gimnazjum, mimo tego, że na pierwszym miejscu był taniec, miałem dobre wyniki w nauce. Dzięki temu nie miałem  problemu z dostaniem się do liceum. Zacząłem mocno trenować. Gdy wróciłem ze szkolenia ze Stanów mój poziom tańca podskoczył. Miałem 16 lat, zacząłem być dostrzegany, przez kilka lat udało mi się zbudować swój wizerunek w środowisku tanecznym z czego jestem bardzo zadowolony. W tej chwili w Warszawie studiuję i dalej trenuję taniec.

– Już gdzieś występujesz czy też cały czas ćwiczysz?

– Miałem już możliwość wystąpienia na scenie czy w telewizji. Zdarzyło mi się 2 razy zatańczyć z Dodą. Przed programem występowałem w spektaklu” Freedom”.

– Jak trafiłeś  do You Can Dance?

–  Studia wymagają poświęcenia czasu i dużego wkładu umysłowego, wiec odciągnęły mnie od mojej pasji. Nie przygotowywałem się specjalnie do programu, nie myślałem, że do niego pójdę. Był casting, akurat miałem dzień wolny i spróbowałem. Tak się wszystko potoczyło, że znalazłem się w finałowej 14-stce. Nie nastawiałem się na to tak bardzo, więc  każde przejście do następnego etapu było miłym zaskoczeniem. Wyciągnąłem dużo wniosków i zdałem sobie po raz kolejny sprawę z tego, gdzie taniec znajduje się na liście moich priorytetów. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że jeśli nie pielęgnujemy pasji, to ona wtedy nam ucieka i całkowicie o niej zapominamy.

– W tej chwili próbujesz łączyć taniec i studia. Jesteś na trzecim roku dość oryginalnego kierunku. Jak tam trafiłeś?

DSCN0078_wm-W sumie sam się czasami nad tym zastanawiam. Początkowo miała to być energetyka, ale nie wystarczyło mi punktów, więc zapisałem się więc na lotnictwo i kosmonautykę na tym samym wydziale. Na pierwszym roku przedmioty są prawie identyczne, więc nie byłoby problemu przenieść, ale po roku  okazał się na tyle interesujący, że zdecydowałem się zostać. Aktualnie ze względu na udział w programie musiałem zdecydować się na przerwę w studiach.

– Masz obiecane bilety na Maltę, rozumiem, ze jesteś zdecydowany skorzystać z tej możliwości. W następnej edycji może być ten sam problem…

– W tym momencie jestem w 90 % zdecydowany, żeby wziąć udział w programie o ile w ogóle będzie kolejna edycja. Wiem już na czym on polega, z jakimi problemami można się zmagać i jak się do niego przygotować. Kolejny raz na pewno nie będę miał możliwości wzięcia urlopu, a to sprawia, że muszę poważnie przemyśleć moje przyszłe decyzje.

– Swoją przyszłość bardziej w tej chwili wiążesz z tańcem czy myślisz o czymś innym?

7– Mam świadomość, że jako tancerz nie można pracować całe życie. Ciało szybko się zużywa, sam miałem już parę urazów. Wystarczy parę sekund, trochę pecha, by zakończyć karierę. Dlatego szukam rozwiązania, jak połączyć taniec i pracę z ruchem tak, by później z tego korzystać. Mam znajomych, którzy otwierają szkoły tańca , ale ja  na razie o otwieraniu szkoły tańca nie myślę – może kiedyś.  Taniec to nie tylko forma artystyczna, ale także sposób komunikacji i doświadczenia między dwoma osobami, a przede wszystkim z samym sobą. Ruch pozwala na poznawanie siebie. Taniec i ruch to coś, co w tej chwili najbardziej mi pasuje.

– A propos twojego żywienia, czy stosujesz jakąś specjalną dietę?

– Nie. Jednak muszę  odpowiednio dobierać produkty, bo nie jem mięsa. Jestem wegetarianinem z przekonania. Owszem, samo mięso mi smakuje, jednak paskudny jest dla mnie przemysł związany z jego produkcją. O wszystkim decydują pieniądze. Co czułby człowiek ze świadomością, że rodzi się tylko po to, by zostać zabitym. Zresztą hodowla roślin jest o wiele bardziej ekonomiczna niż zwierząt. Na wyprodukowanie kilograma mięsa potrzebna jest tona lub nawet więcej pszenicy czy też innego zboża.

– Taniec  to jednak duży wysiłek fizyczny. Jak sobie z tym radzisz?

DSCN0073_wm– Na początku rzeczywiście jest to odczuwalne. Organizm po wielu latach jedzenia mięsa musi się odzwyczaić, ilość energii na początku może spaść.  Ale teraz czuję się nawet lepiej. Mięso jest trudniej przyswajalne przez organizm. Nie narzekam na brak siły. Jeśli dobrze się odżywiamy i dobrze rozporządzamy dostarczoną energią, jesteśmy w stanie sobie poradzić nawet z takim chronicznym wysiłkiem fizycznym jak w programie. Tu nie ma czasu na odpoczynek, nie ma dnia przerwy. Program toczy się swoim rytmem i musi  zostać przygotowany.

– Coś za coś. Dostajecie szansę na promocję własnej osoby, ale okupione jest to dużym wysiłkiem.

– Wiadomo. To jest tak, że ten program nie do końca spowoduje, że zyskamy szacunek w świecie tancerzy. Można zostać bardziej rozpoznawalnym. Dla chcących zająć się tańcem mogę wydawać się autorytetem. Jednak by zyskać szacunek u tancerzy potrzeba czegoś więcej niż udział w programie.

– W programie chyba bardziej chodzi o promocję własnej osoby?

– Tak , program daje możliwość promocji, bo masz okazję pokazać się przed milionami ludzi. Co prawda duża część z nich nie zajmuje się tańcem, ale jest sporo dzieciaków, które tańczą albo chcą tańczyć, więc jeżeli w ich okolicy będą odbywały się warsztaty ze mną to chętniej przyjdą.

–  Czego Cię nauczył program?

– W trakcie programu zdałem sobie sprawę, że trzeba o sobie wciąż przypominać, że działasz i pracujesz , szczególnie będąc artystą wiążącym z tym przyszłość. Zrozumiałem również jak ważny jest dystans do samego siebie. Będąc w takim programie trzeba liczyć się z nieprzychylnymi opiniami. Tak było chociażby podczas castingu, gdzie nie wszyscy jurorzy chcieli mnie przyjąć. Wiem, że bywały również niepochlebne opinie w internecie, tego nie da się uniknąć. Jednak to my mamy wpływ na naszą reakcję. Warto znać swoją wartość, możliwości i ograniczenia, bo dzięki nim je12992950_887352658040513_153682167_nsteśmy w stanie określić na jakim poziomie jesteśmy i do czego jesteśmy zdolni. Jeśli chodzi o kompromisy, to trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć swoje zdanie. Jeśli nie mamy swojego zdania i opinii, to czasem możemy zostać odebrani niepoważnie. Ktoś może stwierdzić, że nie warto zwracać na nas uwagi, bo  sami nie wiemy, czego chcemy. I kolejna rzecz. „Odkryłem” partnerowania w  tańcu, w których dwie osoby muszą się ze sobą zgrać by wykonać dość wymagającą figurę. Ja traktuję to jako rozmowę poprzez taniec z drugą osobą, bo jeśli tańczysz duet, to ma to być duet, a nie taniec dwojga solistów tańczących do tej samej piosenki. Myślę, że jeśli chodzi o kwestie tańca, to jest to dla mnie najważniejsze odkrycie w tym programie.

– Czy w trakcie programu, zwłaszcza podczas odcinków na żywo czułeś stres?

– Przed pierwszym odcinkiem na żywo było sporo emocji, bo dla wszystkich był to pierwszy występ na tej scenie i wyczuwalne było napięcie z tym związane, ale przed kolejnym odcinkiem sprawa miała się nieco inaczej , bo już wiedzieliśmy jak będzie wyglądał dzień prób i co będziemy musieli zrobić .

– A nie stresowała Cię bardziej świadomość tego, że ogląda cię kilka milionów ludzi w telewizji?

DSCN0086_wm– Nie widzimy ani nie słyszymy reakcji i emocji widzów przed telewizorami. O tym dowiadujemy się dopiero  po odcinku, więc to publiczność w studio buduje atmosferę i to ich reakcje sprawiają, że podczas tańca dostajemy dodatkowego kopa energii. Zdarza się, publiczność jest  tak głośna, że nie słyszymy początku muzyki. Przed pierwszym odcinkiem tuż przed wyjściem miałem pustkę w głowie, stwierdziłem, że nie pamiętam choreografii .Jedyne co wtedy mogłem zrobić to zaufać swojemu ciału i dać się ponieść.

– Co ci sprawiło największa trudność?

– Największa trudnością było dla mnie zmęczenie. Momenty dużego spadku motywacji i energii. Było to najczęściej zaraz po odcinku na żywo kiedy wszystkie emocje opadały. Zdałem sobie sprawę z tego, jak ważni są bliscy ludzie dookoła nas. Sam by sobie człowiek nie poradził. Kolejną trudnością podczas programu był brak takiego prawdziwego czasu wolnego, bo plany zawsze mogły się zmienić, a to nie pozwalało nam na normalne posiłki  i najczęściej kończyło się tak, że dopiero po całym dniu człowiek zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę nic nie zjadł przez cały dzień.

– Kto cię najbardziej wspierał?

1– Najczęściej dzwoniłem do rodziny, do znajomych, z którymi czuję się blisko, z nimi mogłem porozmawiać i za to jestem im niezwykle wdzięczny. Mogłem podzielić się swoimi wnioskami i przemyśleniami, których ilość z dnia na dzień wzrastała.

-Jak oceniasz jurorów – pomagali wam?

-Szczerze mówiąc  nie mieliśmy z nimi dużego kontaktu i nawet gdy na Malcie do nas podchodzili i mówili nam swoje uwagi to czasami ciężko było coś z nich wywnioskować, bo były to uwagi mniej techniczne. Tak było przynajmniej w moim przypadku. Z drugiej strony nie mogą oni udzielać nam zbyt wielu rad , bo byłoby to nie fair wobec innych uczestników. Sytuacja wygląda nieco inaczej gdy żegnasz się z programem  to wtedy warto podejść i zapytać o co chodziło.

– Studia, taniec, You Can Dance – czy masz czas na życie prywatne?

3– Jasne, że mam! Teraz mam sporo czasu na to, żeby spotkać się ze znajomymi i porozmawiać, bo podczas programu było z tym bardzo ciężko. Teraz jest dobry czas na podsumowanie tego co się dzieje i pogadanie z tymi, których zdanie sobie cenię.

– Jakie masz marzenia?

– Marzenia? Bardziej cele. Można mieć marzenia, ale jeśli nie wiemy jaką ścieżką podążać do celu, to marzenia pozostaną tylko czymś co wydaje się nam mało osiągalne. Mój cel na teraz to wrócić do treningów. A w przyszłości spróbować i dać sobie radę w teatrze. To trochę inny świat. Zainteresowałem się tym jeszcze przed You Can Dance, występy przed publicznością na scenie tylko mnie w tym utwierdziły. Wiadomo, że będę musiał się wiele nauczyć, ale chciałbym pójść w tą stronę.

– Coś się zmieniło u Ciebie po programie?

– Oj, dużo rzeczy. Wiele zmieniło się w moje głowie i teraz będę chciał te rzeczy przenieść na rzeczywistość. Na razie mam rozciętą głowę, ale w środku mam już dużo mentalnych zmian, które będę starał się powoli wprowadzać w życie.

– Czy udało ci się zaprzyjaźnić z kimś w programie?

4– Tak, najbardziej z 3 osobami – Nederem, Mają i Olą. Dziewczyny poznałem dopiero w 14-stce, bo  one były w innej grupie. Nederowi pomagałem na Malcie ogarniać choreografie i byłem pod ogromny wrażeniem jego pracowitości. Maja okazała się taką moją bratnią duszą, bo bardzo szybko zdaliśmy sobie sprawę z tego, że mamy podobne podejście do życia. Natomiast Ola, jest wyjątkową tancerką i ogromną inspiracją dla mnie jako tancerza. Mimo, że zajmujemy się innymi technikami, cieszę się, że  miałem okazję ją poznać.

– Ładnych parę lat nie mieszkasz już w Samborowie. Czy czujesz się związany z regionem?

– Tu jest mój dom. Czasami  słyszę pytania czy po tylu latach nie czuję się warszawiakiem, ale moja odpowiedź jest zawsze taka sama. Mimo tego, że mieszkam w Warszawie i wiąże się z tym wiele możliwości, to nie czuję się ze stolicą związany. Jak mówię dom, to myślę o Samborowie. Tutaj mam rodziców, najbliższą rodzinę i nie mam zamiaru się od tego separować.

– Czy czułeś wsparcie obcych ludzi?

– Tak, dużo osób wiedziało, że jestem w programie. Przychodzili do sklepu moich rodziców i dyskutowali na ten temat. Nawet jak mnie osobiście nie znali, to cieszyli się, że ktoś z tych okolic zaprezentował się szerszej publiczności i pokazał, że pochodząc z małej miejscowości można coś osiągnąć. Dużą motywacją dla mnie było wsparcie społeczności lokalnej, które mocno odczuwałem. Jestem  ogromnie wdzięczny tym wszystkim, którzy mi dopingowali, trzymali za mnie kciuki i wysyłali sms-y.

– Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali Marzena i Łukasz Matuszka

Zdjęcia: red, K. Ruczyńska,A. Brodzińska, TVN

Dodaj komentarz

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.