WALICHNOWSKI: Z KAŻDEGO OKNA MÓGŁ PAŚĆ STRZAŁ

WALICHNOWSKI: Z KAŻDEGO OKNA MÓGŁ PAŚĆ STRZAŁ

Postać Feliksa Walichnowskiego jest dość dobrze znana mieszkańcom Ostródy. Nie tylko za sprawą licznych wizyt, lecz przede wszystkim w związku historią. Historią życia związaną właśnie z ziemią ostródzką. Feliks Walichnowski – socjolog, dziennikarz i nauczyciel akademicki. Był jednym z najmłodszych pionierów, którzy przybyli na nasze tereny w marcu 1945 roku. I to właśnie wspomnienia z tamtych czasów, stały się tematem naszej rozmowy.

Ostróda News: Czym dla Pana był 31 marca 1945 roku?

F.W: W moim 70 – letnim pobycie na Warmii i Mazurach bardzo ważny. Wraz z 97 kolejarzami z Warszawy, Pruszkowa i Piaseczna, mając na rękach biało – czerwone opaski a w rękach walizki z bielizną osobistą i przyborami do golenia, wysiedliśmy koło dworca kolejowego Osterode Ostpreussen z wagonów towarowych… Czekał na nas oficer komendantury Armii Czerwonej i… nikt więcej.

ON: Co było dalej?

F.W: Udaliśmy się na wskazaną kwaterę. Przechodziliśmy obok warsztatów kolejowych. Przy bramie stał wartownik z pepeszą. Na placu koło tej bramy widziałem skrzynie. Jak się później dowiedzieliśmy, zapakowane w nich były maszyny fabryczne do wywiezienia. Część tych maszyn udało nam się zatrzymać za bimber dla wartowników. Wódka była wtedy najlepszym środkiem płatniczym.

ON: Przybyliście do Osterode w przeddzień Wielkiej Nocy. Jan zapamiętał Pan te święta?

F.W: Rano 1 kwietnia 1945 roku podzieliłem się jajkiem z panem Frąckowiakiem, z którym zamieszkałem w poniemieckim mieszkaniu. Skąd jajko? Dostałem od Mazurki, która mieszkała w pobliżu naszej kwatery. Następnego dnia wszyscy kolejarze udali się do Kościoła. Był zamknięty ale komendant wojenny Armii Czerwonej zezwolił nam wejść do świątyni. Modliliśmy się a na organach grał jeden z nas, pan Owczarek.

ON: Jak się czuliście w pierwszych dniach pobytu w Osterode?

F.W: Wszystko dla nas było egzotyczne. Dookoła widzieliśmy szyldy z napisami gotyckimi i drogowskazy napisane cyrylicą. Miasto było wyludnione. Opuszczone mieszkania stały otwarte, bo Rosjanie szukali „Germańców”. Przecież trwała jeszcze wojna pod Braniewem… Przez Osterode przejeżdżały transporty z rannymi żołnierzami Armii Czerwonej oraz z jeńcami niemieckimi. W mieście spotykaliśmy nielicznych tubylców i były to wystraszone kobiety, dzieci i starcy. Niektóre z tych osób starszych mówiły po polsku… Uganialiśmy się za żywnością w okolicznych wsiach i piwnicach domów pozostawionych przez Niemców. Z każdego zakamarka czy okna ktoś mógł do nas strzelić a w lasach ukrywali się dezerterzy.

ON: Jak długo trwał taki stan rzeczy?

F.W:Dopiero 5 maja przybyło kilku milicjantów. Wojsko Polskie znacznie później. Od 10 maja zaczęli przybywać osadnicy z kresów wschodnich, nazywani repatriantami zza Buga.

ON: I nadszedł 26 maja…

F.W:Osterode nazywała się już Ostródą. Polskie kobiety cieszyły oczy pionierów. Około 1 tysiąca osób było świadkami propagandowej imprezy  przekazania władzy cywilnej (podkreślam – cywilnej) pierwszemu staroście –  Stefanowi Cendrowskiemu z Polskiej Partii Socjalistycznej. Wtedy dopiero zniesiono godzinę policyjną i zaciemnianie okien. Można było posłuchać radia. Jednak pod koniec czerwca 1945 roku w powiecie ostródzkim mieszkało tylko około 3 tysięcy Polaków i 7 tysięcy Niemców. Ale już wiosną polscy traktorzyści zaorali ziemię i wrzucili w nią ziarno. Kolejarze z „wagonówki” dużo dobrego uczynili dla miasta.

ON: Proszę o konkrety.

F.W: Kolejarze – pionierzy odbudowali wodociągi i kanalizację. Odgruzowywali śródmieście i cegłę wysyłali na odbudowę Warszawy. Zorganizowali szkołę zawodową, teatr amatorski, drużyny sportowe, bibliotekę. Nauczyciele z Wilna i Lwowa zajęli się oświatą a przecież wśród pionierów było dużo analfabetów.

ON: Czy jest coś, co by chciał Pan jeszcze powiedzieć na zakończenie rozmowy?

F.W: Spory czas osadnicy powojenni przeważnie czuli się tymczasowymi przybyszami. Przecież dopiero 13 listopada 1945 roku powołano Ministerstwo Ziem Odzyskanych, które istniało do 11 stycznia 1949 roku. Tak, więc fenomen socjologiczny osadnictwa na Warmii i Mazurach trwał cztery lata. W tym czasie pionierzy stworzyli podwaliny pod polskość na darowanym Polsce w sierpniu 1945 roku terenie. Za to należy im się szacunek. Z książki pt. „To już 60 lat polskiej Ostródy” wybrałem fragment pamiętnika Bożeny Jareckiej: „Ludzie byli szczęśliwi bo wojna się skończyła (…). Wszyscy sąsiedzi całymi rodzinami bawili się wspólnie i razem obchodzono śluby, imieniny, święta (…). We wszystkim sobie pomagali. Drzwi mieszkań były otwarte, jak na Wołyniu. Wszyscy uczyli się, pracowali i przekształcali rzeczywistość…”. Upłynęło 70 lat. Teraz są domofony i osiedla ogrodzone żelaznymi płotami. Nie słychać harmonistów wieczorem na ulicach. Nie ma zabaw ludowych. Ludzie szukają pracy a młodzi wyjeżdżają do obcych krajów. A gdzie szukać pionierów?

 

Dodaj komentarz

*

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.