SMĘTEK I KŁOBUK – STWORY Z LEGEND MAZURSKICH

Smętek i kłobuk to dwa mityczne stwory występujące w legendach mazurskich.

Pierwszy z nich wywodzi się z wierzeń prawdopodobnie przedchrześcijańskich. Był w nich złośliwym diabłem dokuczającym ludziom.

Kłobuk lub kołbuk to słowiański demon, opiekun dobytku i ogniska domowego. Mógł przybierać różne postaci: zmokłej kury, kaczki, gęsi, sroki, wrony, kota a nawet człowieka. Można było go mieć w domu kusząc pysznym jedzeniem lub przygarniając jako kurczaka. Inny sposób na zdobycie tego demona był makabryczny. Pod progiem domu trzeba było zakopać poroniony płód. Po siedmiu latach (według innych podań miesiącach lub dniach) zamieniał się on w kłobuka. Czyniono tak, gdyż wierzono, że ten demon pomnażał bogactwo swego gospodarza kosztem jego sąsiadów. Tych ostatnich bowiem okradał. Dziś  przedstawiamy legendę o tych dziwacznych postaciach. Legenda w pełnej wersji została spisana przez Irenę Kwintową.

     Jak to smętek z kłobukiem dziecko wychowywali czyli ofiara Smętka

W starej dziupli pośrodku lasu siedział sobie Smętek. Nudziło mu się strasznie, bo świat się zmienił, a ludzie się już go tak nie bali jak dawniej. Broda urosła mu długa i siwa, a jemu nie chciało się tych nowych porządków oglądać. Nagle usłyszał płacz dziecka. Rzecz to była niecodzienna w starej puszczy. Zaciekawił się więc i wyjrzał ze swej kryjówki. Patrzy, a na spróchniałym pieńku maleńka dziewczynka leży i kwili żałośnie. Pomyślał, że może matka po nią wróci. Minęła jednak noc, a nic takiego się nie wydarzyło.

Nad ranem gwizdnął więc i przy pieńku zaraz kłobuk się pojawił. Mówi mu diabeł, że ktoś w lesie zostawił niemowlę, które trzeba nakarmić. Zamienił się więc mały demon w ptaka i poszybował. Patrzy z góry, a tu kobieta kozę doi. Mleko zostawiła w małym dzbanuszku i poszła do domu. Kłobuk tylko na to czekał. Wylądował na ziemi i porwał naczynie, ale zostawił złoty pieniążek żeby niewieście nie było przykro. Cwaniak jeszcze do kompletu łyżkę ukradł, aby i on stratny na tym interesie nie był. Przyleciał do dziewczynki i nakarmił maleństwo.

Czy to dziupla Smętka?

Smętek nie był jeszcze do końca zadowolony i kazał kupić kozę. Zamienił się demon w staruszka i znów idzie do gospodyni.  Za zwierzę dał jej garść zaczarowanych monet. Wrócił do swego pana, a dzieciak płacze i płacze. Kłobuk najchętniej by uciekł, ale Smętka się bał i zostać z nim musiał.

W końcu obaj zaczęli  maleństwu śpiewać. Jeden piskliwie drugi fałszywie, ale pomogło i uspokojone dzieciątko usnęło. I została dziewczynka w dziupli Smętka, a on ją nazywał Kruszyną. Koza została jej przyjaciółką i na grzbiecie ją woziła. Kłobuki jagody zbierały, ryby łowiły i chociaż wyśmiewały się z przywiązania starego diabła do ludzkiego dziecka, to i tak posłuszne mu były.

Pewnej nocy obudził jeden z nich Smętka i mówi mu, że na jajecznicę do pobliskiego grodu się wybrał i tam dziwne rzeczy usłyszał i zobaczył. W zamkowej kuchni służące opowiadały sobie jak to pięć lat temu dziecko wykradziono ich panu. Urodziły się bliźnięta, dziewczynka i chłopiec podobne do siebie jak dwie krople wody. Wtedy zagorzały wróg właścicieli zamku porwał  jedno z nich i wszelki ślad po maleństwu zaginął. Potem demon zobaczył jeszcze w ogrodzie bawiącego się chłopca bardzo podobnego do ich Kruszyny.

Wpadł w złość diabeł i postanowił, że sam sprawdzi jak się sprawy mają. Wsiadł na burego wilka i do zamku na nim pogalopował. W jednej z komnat w łóżeczku zobaczył śpiącego chłopczyka łudząco podobnego do jego podopiecznej. Nie wiedział co zrobić stary diabeł. Smutno mu się zrobiło kiedy uświadomił sobie, że jego dziewczynka bez matki się wychowuje, ale jeszcze większy żal poczuł, gdy pomyślał, że miałby ją oddać z powrotem rodzicom. Wrócił do dziupli, dumał, dumał i podjął decyzję.

Dzień przyszedł, wziął Kruszynę za rękę i pod zamek zaprowadził. Wrota się otworzyły i wyszła matka dziewczynki, a kiedy ją zobaczyła z przejęcia zemdlała. Wszyscy ogromnie się ucieszyli z odnalezienia dziecka. Trzy dni i trzy noce trwało święto. Wrócił Smętek do swojej puszczy, a odnaleziona dziewczynka wyrosła na piękną kobietę. Gdy wyszła za mąż często jeździła na łowy ze swoim mężem, ale nie żeby polować tylko, aby  szukać drzew z dziuplami. Zaglądając w nie wydawało jej się, że słyszy szept swego opiekuna „Kruszyna”.

Marzena Matuszka

Dodaj komentarz

*