OSTRÓDA: WEHIKUŁ CZASU PANA KRYSTIANA

Być może zabrzmi to abstrakcyjnie, ale w naszym mieście żyje człowiek, który zbudował własny wehikuł czasu. Oczywiście nie jest to klasyczna maszyna znana z powieści i filmów, która potrafi cofać lata wstecz. Są to przedmioty wzbudzające jedno dominujące uczucie – nostalgię. Mając ich pokaźną ilość, pan Krystian jest w stanie cofnąć się do momentu dzieciństwa i przypomnieć sobie chociażby dziecięcą radość, czyli uczucie tak bardzo pożądane wśród współczesnych dorosłych.

Pan Krystian wychowywał się w Morlinach, ale gdy przyszło już iść na swoje, zamieszkał w mieście, w którym się urodził i zakochał – w Ostródzie. Niezależnie jednak od tego, ile miał lat i co się w jego życiu działo, nigdy nie przeszło mu przez myśl, żeby wyrzucić albo odłożyć swoje przedmioty na zapomniany strych.

Zawsze darzyłem stare przedmioty sentymentem, szczególnie te, które przewijały się w okresie mojego dzieciństwa.

– opowiada pan Krystian.

Niezliczone konsole do gier. Dawniej w tym segmencie brylowały firmy japońskie.

Osoby urodzone we wczesnych latach dziewięćdziesiątych i późnych osiemdziesiątych z pewnością pamiętają pierwsze konsole podłączane do telewizora. Japoński Pegasus, słynne tytuły, których był platformą. Mario – hydraulik ratujący księżniczkę, Contra o komandosach broniących świat przed inwazją obcych. Gry, które pobudzały wyobraźnię, ponieważ ówczesne możliwości pozwalały tworzyć wirtualny świat z niewielkiej ilości pikseli, które swoją drogą były jedynie kolorowymi kwadratami. Wówczas umysł musiał wiele sobie podpowiadać i dopowiadać, żeby zobrazować świat przedstawiony w tych grach. Być może właśnie stąd niektórzy darzą je tak wielkim sentymentem.

Pamiętam jak dziś moją pierwszą konsolę Terminator. Później było Atari i zarwane godziny na Pegasusie przy Mario, Contrze albo czołgach.  No i tak mimo upływu lat zajawka została do dnia dzisiejszego. Teraz pokazuję te dawne cuda elektroniki mojemu synowi, a i sam czasami zagram.

– dodaje.

Jak widzicie, niektóre konsole są wyeksponowane w specjalnych gablotach.

Z rozmowy z panem Krystianem można wysnuć dość istotny wniosek dla nas wszystkich – że dawna rozrywka elektroniczna nie była tak inwazyjna dla umysłów młodych ludzi jak ta obecnie. Dawniej granie czy oglądanie filmów było świadomym wyborem – człowiek sam decydował, co chce robić, nie był do niczego nakłaniany bądź zachęcany przez wszechobecne w internecie agresywne reklamy i polecajki. Dlatego Krystian cieszy się, kiedy granie w kaczki na Pegasusie sprawia jego synowi radość.

Staramy się z małżonką jeszcze nie udostępniać mu nowej technologii, chociaż czasami, gdy zrezygnuje z oglądania bajek, wybiera rundę w ‘kaczki’ z tatą na Pegasusie  Wtedy widzę w nim samego siebie z czasów dzieciństwa.

– opowiada.

Konsole do gier to jednak tylko jedna strona medalu. Krystian ma w swoim mieszkaniu prawdziwe mini-muzeum. Znajdziemy tam stare projektory, telewizory, a nawet papierosy „Popularne”, dalej nieotwarte, robiące dziś za eksponat. Kolekcjonowanie przedmiotów zaczęło się od tych, które zostały w domu z czasów wczesnej młodości, jednak Krystian na tym nie poprzestał i stale swoje zbiory powiększa.

Zbieram, kupuję i ratuję przed utylizacją. Przedmiotów szukam nie tylko w Polsce, ale też zamawiam je z Tajwanu, Włoch, Francji, Belgii i Austrii.

– mówi.

Niektóre z tych starych konsol to już ”Białe Kruki”.

U Krystiana w domu zostały także kolekcje, które kiedyś zbierał niemal każdy uczeń podstawówki – Pokemony. Kiedy tylko ta japońska bajka pojawiła się w telewizji Polsat, szturmem przejęła serca dzieciaków. Firmy produkujące słodycze i inne przekąski wrzucały do paczek naklejki z Pokemonami czy krążki do rzucania. I tak naciągało się rodziców na gumy Turbo, żeby zebrać wymarzoną liczbę 151 różnych Pokemonów. Każda ze zbierających grupek dzieciaków chciała być przecież pierwsza w szkole.

Oczywiście, że zbieraliśmy. Razem z kuzynem wklejaliśmy naklejki do specjalnie przygotowanych zeszytów.

Kiedyś prawie wszyscy chłopacy w szkole rozmawiali o Pokemonach.

Co nasz bohater czuje, patrząc na półeczkę z tymi wszystkimi reliktami lat dziewięćdziesiątych i przełomu XXI wieku?

Gdy patrzę na swoją kolekcję, która jest jeszcze mała, lecz cały czas się powiększa, czuję wewnętrzne szczęście i spokój. Grając w retro gry osobiście się relaksuję. Wchodząc do mojego pokoju można cofnąć się do lat 90., wybierając grę czuję się jak na ostródzkim Manhattanie, gdy swego czasu można było kupić tzw. dyskietki.

– opowiada.

Pan Krystian jeszcze czasami grywa w stare gry. Może dzięki temu zachowuje radosne usposobienie?

Pozostaje pogratulować Krystianowi, że ma tę zajawkę, która pozwala mu przenosić się w czasie do lat dzieciństwa. Do lat, kiedy świat tak nie pędził, a ludzie byli sobie bliżsi. Obcując z tymi przedmiotami naprawdę łatwo wrócić do tamtych spokojniejszych i szczęśliwszych chwil. Większość osób zapewne wyrzucała albo zapominała. Krystian zrobił wręcz przeciwnie, dzięki czemu nie zamknął bram do dawnych, czystych uczuć.

OR

Dodaj komentarz

*

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.