Przeglądasz sobie profil The Guardian, jednej z największych brytyjskich gazet. Na swoim Facebooku tytuł ten pisze o najbardziej klikalnych tematach: wojna na Bliskim Wschodzie, emigracja. Pod kolejnymi postami widać kilkadziesiąt reakcji, czasami kilkaset. Nagle pojawia się informacja o rekordowej zbiórce zorganizowanej przez youtubera w Polsce.
I jakby ruszyła lawina. Wygląda to na jeden z najciekawszych i najbardziej oglądanych materiałów Guardiana w ostatnich miesiącach. Niemal sto tysięcy reakcji, niezliczone komentarze, które – swoją drogą – mogą skłaniać do sprawdzenia, co o takiej akcji sądzą Brytyjczycy. Szybko okazuje się jednak, że będzie to bardzo trudne, ponieważ w sekcji komentarzy trudno znaleźć wpis, którego autorem nie jest Polak. Piszą, wyrażając radość i dumę z tego, co udało się osiągnąć podczas zbiórki. Poza tymi wyrazami entuzjazmu pojawiają się też powtarzające się komentarze typu: „Chciałem poczytać opinię Brytyjczyków o zbiórce, a tutaj sami Polacy”.
To ciekawe zjawisko z kilku powodów. Pierwszym jest to, że takie impulsy jak zbiórka youtubera Piotra Garkowskiego potrafią – choćby na chwilę – uspokoić nieskończone kłótnie Polaków w internecie i realnym świecie. Warto zaznaczyć, że impulsy te zazwyczaj wiążą się z ludzką tragedią. W tym przypadku chodzi przecież o dzieci cierpiące na nowotwory. Nie sposób też nie zauważyć drugiego powodu, że naród polski jakby szukał potwierdzenia w świecie – dowodu na to, że jesteśmy społeczeństwem sprawczym, potrafiącym coś dać innym i zrobić coś ponadprzeciętnego.
Warto dodać, że podobne zjawisko można było zaobserwować również w innych zagranicznych mediach – tam również Polacy przejmowali sekcję komentarzy. Sytuacja ta z pewnością kwalifikuje się do analizy przez osoby zajmujące się zawodowo zachowaniami społecznymi.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, dlaczego tak się dzieje. Skąd biorą się te spontaniczne zrywy skłóconego i podzielonego społeczeństwa, które przełamują granice rzeczywistości. I ta zbiorowa chęć pokazania światu swoich możliwości. Może wynika to z historii naznaczonej klęskami i cierpieniem? A może brakiem odpowiednich i kompetentnych przedstawicieli reprezentujących Polskę w świecie? Bo jakby nie spojrzeć – nie mieliśmy takich już od setek lat.
OR

