To, co zastało Stowarzyszenie TOPZ podczas interwencji w Wałdowie, trudno nazwać inaczej niż katastrofą ludzkiej przyzwoitości. Trudno też pojąć, dlaczego niektórzy decydują się na zwierzęta, skoro nie potrafią zadbać przede wszystkim o samych siebie.
Minął już blisko miesiąc od policyjnej interwencji, podczas której przedstawiciele Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce Oddział w Dąbrównie, prowadzącego Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Ostródzie, zabezpieczyli dwa psy oraz dwie świnki morskie. Dopiero teraz stowarzyszenie zdecydowało się opisać kulisy tej sprawy i pokazać zdjęcia z miejsca, w którym przebywały zwierzęta.
Jak relacjonuje TOPZ, właściciel kilka dni wcześniej opuścił wynajmowane mieszkanie, pozostawiając w nim swoich podopiecznych.
Pan wyprowadził się z wynajmowanego mieszkania kilka dni wcześniej, pozostawiając w nim dwa psy i dwie świnki morskie.
Podczas interwencji mężczyzna tłumaczył, że regularnie przychodził karmić zwierzęta i wyprowadzał psy pod osłoną nocy. Wolontariusze nie kryją jednak, że obraz zastany w mieszkaniu mówił coś zupełnie innego.
Twierdził, że przychodził je karmić i wyprowadzał psy nocą. Stan zwierząt oraz warunki panujące w mieszkaniu nie potwierdzały jednak tych wyjaśnień.
Zdjęcia opublikowane przez stowarzyszenie pokazują porozrzucane śmieci, odchody i skrajny bałagan. Z relacji wynika, że zwierzęta przez dłuższy czas praktycznie nie opuszczały mieszkania, a jedzenia szukały tam, gdzie tylko było to możliwe.
Najbardziej ucierpiał mops. Był skrajnie wychudzony.
Po trzech tygodniach odpowiedniego żywienia przytył prawie dwa kilogramy.
To najlepiej pokazuje, w jakim stanie znajdowało się zwierzę w chwili odbioru.
Na szczęście wszystkie zwierzęta są już bezpieczne i przebywają pod opieką TOPZ. Jak poinformowało stowarzyszenie, sprawa została zgłoszona do prokuratury.
Wniosek jest jeden – jeśli ktoś nie potrafi zadbać o podstawowe warunki życia – własne i swojego otoczenia – nie powinien brać odpowiedzialności za żywe stworzenia.






