Pożegnania są nieodłączną częścią życia. Tym razem Ostróda powoli żegna jedno z miejsc, które przez lata wpisało się w jej codzienny krajobraz. Mowa o sklepie ELEN II, jednym z najdłużej działających i niegdyś najbardziej rozpoznawalnych punktów handlowych w mieście. Jeszcze mocniej niż za samym sklepem wielu klientów będzie jednak tęsknić za jego właścicielką – panią Danutą Pukszta. Sklep obecnie prowadzi wyprzedaż, na którą serdecznie zapraszamy.
Pani Danuta przez niemal trzy dekady była dla swoich klientów kimś więcej niż tylko sprzedawcą. Zawsze z uśmiechem, zawsze z dobrym słowem, potrafiła nie tylko sprzedać potrzebne materiały budowlane, artykuły domowe, ale i zwyczajnie porozmawiać. Sklep przejęła po bracie 25 lat temu, w czasach zupełnie innej rzeczywistości gospodarczej.
Wtedy trzeba było walczyć o lokal w bunkrze. Tyle chętnych było na jego wynajęcie.
– wspomina pani Danuta.
Choć prowadzenie sklepu do dziś budzi w niej duży sentyment, właścicielka nie ukrywa, że realia bardzo się zmieniły. Nakład pracy przestał być współmierny do zarobków, a organizm – jak sama przyznaje – nie jest już tak odporny jak jeszcze dekadę temu. W pewnym momencie zapadła decyzja, że nadszedł czas na odpoczynek.
Niektórzy klienci prosili, żebym jeszcze została, pytali: a teraz gdzie będziemy chodzić? Ale decyzja jest niezmienna, pracuję od 14 roku życia.

Klienci doceniali to, co dziś staje się rzadkością. Możliwość kupienia rzeczy „na sztuki” – pojedynczych wkrętów, nakrętek, baterii. U pani Danuty do tej pory można znaleźć artykuły, który próżno szukać w innych częściach miasta. Sklep był miejscem elastycznym, ludzkim, osadzonym w codziennych potrzebach mieszkańców.
Sama lokalizacja również przestała sprzyjać handlowi. Jak zauważa właścicielka, w ostatnich latach bunkier stał się miejscem coraz mniej przyjaznym klientom. Brak parkingu, brak inwestycji w budynek i realne problemy z dostępnością sprawiły, że klienci zaczęli omijać to miejsce.
Wszyscy najemcy stracili klientów. Ludzie nie mają gdzie zaparkować, a jak już zaparkują i wejdą na chwilę do sklepu, to po powrocie do samochodu często zastają strażników miejskich czekających z mandatem.
– przyznaje.

Do tego dochodzą zmieniające się nawyki zakupowe. Ludzie, zwłaszcza Ci nieco młodsi zamawiają przez internet albo wybierają duże pawilony handlowe, gdzie w jednym miejscu mogą załatwić wiele spraw. W efekcie mali, lokalni sprzedawcy – ci, którzy przez lata budowali tożsamość miasta – po cichu odchodzą.
Długo się z tą decyzją wahałam. Nie chciałam zostawiać ludzi, zwłaszcza tych starszych. Sklep sprawiał mi bardzo dużo radości. Zastanawiałam się też, co będę robić po tym długim etapie związanym z ELEN II.
– mówi pani Danuta.
Nie wiem, co będzie dalej, ale wiem, że muszę odpocząć.


