PAULINA WALCZYŁA ŚWIETNIE, PODOBNIE JAK SABRINNA DE SOUZA

W sobotę Paulina Wiśniewska przystąpiła do swojej siódmej zawodowej walki. Po paśmie sukcesów – wygraniu turnieju i zdobyciu mistrzowskiego pasa PFL Europe – przyszła pora na zmierzenie się z rywalką o bardzo podobnej charakterystyce. Obie przed pojedynkiem były niepokonane, obie uchodziły za wielkie talenty i obie osiągały sukcesy w amatorskim MMA. Pojedynek odbył się na gali PFL Europe we francuskim Lyonie.

Paulina wiedziała, że walka z Sabrinną de Souza będzie trudna przygotowała się do niej doskonale. Od pierwszego gongu była agresywna w ataku i mogło się wydawać, że zadaje więcej ciosów niż rywalka. Brazylijka reprezentująca Bahrajn walczyła jednak sprytnie, bazując na obaleniach i punktowaniu do sędziowskich kart. Pod względem sportowego poziomu był to pojedynek elitarny, bacząc na wiek zawodniczek. Każda z zawodniczek mogła zarówno wygrać, jak i przegrać – walczyły ”na żyletki”.

Paulina zanotowała w tej walce wiele czystych trafień, co było widać po twarzy jej rywalki, wyraźnie poobijanej. Dała z siebie wszystko na przestrzeni trzech rund i przyszedł moment werdyktu. Pierwszy sędzia wskazał zwycięstwo Sabriny 29–28. Drugi uznał, że lepsza była Paulina – również 29–28. Emocje sięgnęły zenitu, gdy miał zapaść trzeci, decydujący werdykt. Tym razem ponownie wskazano Sabrinę de Souzę.

Paulina przyjęła decyzję z honorem i szacunkiem dla rywalki, bijąc jej brawo. Sabrina odwdzięczyła się tym samym – po walce nie skakała po klatce ani nie okazywała radości w ekspresyjny sposób. Zdusiła ją w sobie, naszym zdaniem właśnie z szacunku do Pauliny. Nawet gdy trener podniósł ją w górę, nie pojawił się uśmiech. Wiedziała, że stoczyła najtrudniejszy pojedynek w swojej karierze.

Ta walka niewiele zmienia w kontekście dalszej drogi Pauliny, poza jednym, co w przyszłości może zaprocentować – zaznała goryczy przegranej, którą każdy sportowiec prędzej czy później musi poczuć. Znając jej charakter, można być pewnym, że będzie parła tylko do przodu, by stać się jeszcze lepszą. Po tym, co zaprezentowała w sobotę na LDLC Arenie w Lyonie, każdy obiektywny obserwator powie, że jest doskonałą zawodniczką. Walczyła fantastycznie, ale tak się złożyło, że jej rywalka również była tego wieczoru w znakomitej formie. Przegrać minimalnie z kimś takim to żaden wstyd.

Naszym zdaniem te panie jeszcze kiedyś się spotkają. Są po prostu zbyt dobre, by ta historia miała się na tym zakończyć. Być może wydarzy się to już gdzieś indziej, w organizacji większej od Professional Fighters League Europe.

Gratulujemy Paulinie.

Dodaj komentarz

*

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.