Oho, bukmacherzy się bogacą, faworyci punkty tracą! A ja wobec tych okoliczności zaczynam wybaczać nijakość Francuzom. Wczoraj obok Węgrów, do naszego grona Bratanków dołączyli Meksykanie i myślę, że tym razem na gdyńskiej plaży, zamiast oklepu, dostali by oklaski.
Na początku odbył się mecz Kostaryki z Serbią. Nic specjalnego, taka mdława kopanina, która na kilometr śmierdziała bezbramkowym remisem. Całe szczęście, że Kolarov uratował dobrą passę MŚ i póki co, nadal mamy bramkę w każdym meczu. W sumie ten gol był osłodą tego nijakiego widowiska. Pod koniec meczu były jeszcze jakieś przepychanki, Senegalski sędzia zagubiony w korzystaniu zVAR-u i Prijović, który chwilę po wejściu na boisko miał okazję zanotować najkrótszy występ w historii. Miał farta, że arbiter jego cios w twarz przeciwnika wycenił na „żółtko”. Wróćmy do pierwszego zdania: mecz się odbył.
Kostaryka 0:1 Serbia
(Aleksandar Kolarov 56′)
Mistrzostwa Świata 2014 w Brazylii, to wtedy zauroczyłem się w grze Meksykanów. Ich wyniki w grupie zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie(Meksyk 1:0 Kamerun, Brazylia 0:0 Meksyk, Chorwacja 1:3 Meksyk). Szczególnie imponowała mi forma bramkarza w meczu z gospodarzami turnieju. Wróćmy do roku 2018 i wczorajszych wydarzeń. Jest takie popularne powiedzenie: „w piłkę grają wszyscy, a i tak na koniec wygrywają Niemcy”- NIEAKTUALNE! Trochę to wyglądało tak, jakby z Meksyku przyleciało stado Speedi Gonzalesów(pochodząca z Meksyku, najszybsza mysz świata, fikcyjna postać z bajek Warner Brothers), a z Niemczech gromada emerytowanych Ślimaków. Oglądając kontrataki Meksykanów, chciało się krzyczeć: Arriba, arriba! Ándale, ándale! Gdyby nie ich idiotyczne zachowanie w ostatnich fazach akcji, to spokojnie sklepaliby aktualnych mistrzów z 3-4 do 0.
To nie tak, że Die Mannschaft nic nie robili żeby wygrać, ale po prostu byli wolniejsi, nudniejsi i bez pomysłu. Do tego w bramce Mexico stał fantastycznie dysponowany Guillermo Ochoa, który w meczach kadry, potrafi robić rzeczy wręcz niesamowite(nazywają go ośmiornicą). Przykładem niech będzie wczorajsza interwencja, po uderzeniu Krosa z rzutu wolnego, niemalże bliźniacza do tej, gdy na Euro Fabiański wybronił rzut wolny Ricardo Rodrigueza. Nie bez przyczyny poruszam Polski wątek. Wczoraj byłem świadkiem meksykańskiej fali radości, która rozlała się po całych mediach społecznościowych, z tego powodu, że Niemcy przegrali(dobrze im tak!). Ten nasz wyjątkowy patriotyzm. Ciekawe jakie by były reakcje na mecz Niemcy-Rosja? Prawdziwa gratka dla postronnych obserwatorów- przecież dwie drużyny przegrać nie mogą. Będąc przy przegranych, to drużyna niemiecka, jest pierwszą na tych Mistrzostwach europejską ekipą, która przegrała swój mecz, co jeszcze bardziej raduje „Januszowe” Serce! To co panie Löw, ten Sané by się jednak przydał? Koniec końców, faworyt zawiódł… tych którzy obstawiali „ojro” licząc na łatwy dorobek.
Niemcy 0:1 Meksyk
(Hirving Lozano 35′)
O godzinie 20:00, na stadionie Rostów Arena, mieliśmy być świadkami rozerwania kolejnego worka z golami; oczywiście do bramki Helwetów. Kanarki miały zaśpiewać swój pierwszy koncert, a ich niesamowity solista miał wykonać piękne arie. W rzeczywistości kanarki zaśpiewały cienko, a solista był tak pewny swoich solowych popisów, że wyszła totalna kakofonia. Najczystszą „nutą” zagrał Coutinho, chociaż tutaj bardziej niż ze śpiewakiem, skojarzył się z piekarzem. Takim rogalem, chciałaby się pochwalić niejedna piekarnia! Bramkarski kurdupel, którym bez wątpienia jest Yann Sommer (182cm wzrostu), nie miał cienia szans na skuteczną interwencję. Wszyscy już uwierzyli, że tutaj zaczynamy strzelaninę, a „Jankowi” przyjdzie co chwilę wyciągać coś z „sieci”. Błąd! Szwajcarzy mają to do siebie, że potrafią uprzykrzać grę wszystkim i zawsze. Są w tym perfekcyjni jak szwajcarskie zegarki. Trzeba pamiętać, że przy tym bardzo rzadko bywają brutalni. Na samym Neymarze wykonali 10 fauli, a w całym spotkaniu uzbierali ich 19. Ponoć nie znasz smaku życia, jak nie dostałeś kiedyś w twarz mokrą szmacianą piłką… Ależ to przyjął na michę, tzn. to był atomowy cios Zubera w twarz Silvy, padł jak rażony piorunem, a Zuber pokazał, że jeszcze w tym meczu coś pokaże. W końcu nadszedł czas wyrównania wyniku. No i pokazał się Zuber. Ciężko zrozumieć czemu o jego obecności zapomnieli Brazylijczycy, którzy próbowali wybłagać sędziego o naprawę swojego błędu, zgłaszając spalonego… Po meczu głos zabrał Neymar; poza tym, że lamentował coś o faulach na nim, to jeszcze powiedział coś ciekawszego. Jego zdaniem Brazylia zasłużyła w tym meczu na zwycięstwo. Nie zgodzę się. Otóż, Panie Santos Júnior, jeżeli Ty i Twój zespół na 21 strzałów, tylko 5 kierujecie w światło bramki, to nie zasługujecie na wygraną. Nie, będąc faworytem meczu i turnieju. Takim sposobem Brazylia po 40 latach nie wygrała swojego pierwszego meczu Mundialu. Dodatkowa ciekawostka: był to drugi mecz mundialowy tych reprezentacji, pierwszy odbył się 1950 roku w Brazylii, a zakończył wynikiem 2:2. Ostatecznie znowu największymi wygranymi są bukmacherzy, którzy zgolili z hajsu liczących na łatwe kupony.
Brazylia 1:1 Szwajcaria
(Philippe Coutinho 20′, Steven Zuber 50′)
Damian Łusiak

