OSTRÓDZKA RANNA ZMIANA

Ostródzka ranna zmiana

Piąta rano, ludzie wałęsają się z psami
Zwilżona droga odbija drogowe pikacze
Na niebie bezniebo – usłane czarnymi łanami
Ulice też czarne jak pióra wypadające za sprytnymi kawkami
W samochodach na wpół wybudzone posępne twarze
A jeszcze przed chwilą każda była w umywalce
Panie sklepy otwierają, na moniaki gotowa lada
Gotowe sprzedać uśmiech, papierosy… na osłodę życia
Robotnicy czekają na podwózkę kolegi
Poczciwy passat łyka krawężnik i całą zgraję zabiera
W środku piętrzą się bieżące opowieści
Przerywane brzdękiem podważonego zapalniczką kapsla
Jedni jadą w ciszy, ale w sposób szybki
Gonią zobowiązania podpisanej przed laty lichwy
U drugich trzeszczą uszczelki od muzyki
Tłumi ona poranne bezlitosne myśli
I tak się rozjeżdżają
Jedni na lewo, drudzy na prawo
Na blokach stuka blacha
Panowie w ogrodniczkach i ciepłych czapach
Robią porządek na wiatach
Wsypują do wozu kartony po paczkach
Metale niemożliwe do uświadczenia
Zabrali je nocni mistrzowie magnetyzmu
Minuty mijają, jutrzenka budzi kolejnych
Na ulicach nasz największy batalion – urzędnicy do pracy wyjeżdżają
Emeryci ruszą z wózkami na objazd po mięsnych, by zupę przyprawić kością
Żołnierze wracają do ruin – na ósemaka w kontenerach
Niby ranek, a całkiem tu gwarno
Na niebie zorzę mamy szarą – niepolarną
Na przystankach ludzie w dreszczu nogami przebierają
I czekają na buchające autobusu ciepło
Spokój teraz? Tylko na Spokojnej
Wiatr iska świec płomyki
Na cześć mieszkańców tej ulicy
Którzy patrzą z góry ucieszeni
Że mają to wszystko za sobą
O.R

Dodaj komentarz

*

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.