NIC SIĘ NIE STAŁO. SOKÓŁ – GÓRNIK 1:3

W środowe popołudnie na stadionie przy ulicy 3 Maja odbył się największy mecz w historii Sokoła Ostróda. Podopieczni Karola Szwedy zagrali dobrze, jednak zabrakło przede wszystkim mocy w nogach. Trójkolorowi przegrali 1:3 z legendarnym w Polsce Górnikiem Zabrze.

Karol Szweda w Pucharze Polski nie był ograniczony wymogami wystawiania młodzieżowców, więc postawił na najmocniejszy według swojej wizji skład. Pierwsza jedenastka była nieco zaskakująca, ponieważ nie zobaczyliśmy ostatnio dwóch podstawowych napastników Zalewskiego i Ciacha. Zamiast nich z przodu biegali wysoki Gajewski i Mlonek.

Sokół od inicjujących minut miał przewagę, był zdecydowany i grał pressingiem, dobrze wyglądały skrzydła, do akcji podłączał się Korzeniewski, natomiast Młonek i Wójcik był efektywni w dryblingach.

W 4 minucie bardzo groźny atak Wójcika, który wbiegł w pole karne i chciał dośrodkować do Gajewskiego, ale w ostatniej chwili zablokował obrońca zabrzan. Trójkolorowi nie zamierzali zaprzestawać. Stworzyli zagrożenie jeszcze w 8 minucie, ale znowu kluczowa była interwencja Szeweluchina. Następnie to Górnik próbował się odgryźć, jednak były to nieudane strzały z dystansu. Mecz był wyrównany do 20 minuty, kiedy to nastąpił przełom. Po koronkowej akcji w pole karne wpadł Mlonek i z kąta, kręconym strzałem pokonał Pawłowskiego! Było 1:0 dla Sokoła. 8 minut po bramce, boisko niestety musiało opuścić serce drużyny – Krystian Słowicki z podejrzeniem wstrząsu mózgu i z wybitymi zębami. W następnych kilkunastu minutach to Zabrzanie mieli nieznaczną przewagę, jednak nie potrafili znaleźć sposobu na świetnie dysponowaną obronę Sokoła z Plutą na czele. Jednak w ostatnich minutach regulaminowego czasu gry to Sokół był bliski podwyższenia. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z pierwszej piłki uderzył Wójcik, jednak piłka odbiła się od obrońcy.

Pierwsza połowa była lepsza w wykonaniu Sokoła, który był konkretniejszy pod bramką rywala i co najważniejsze prowadził 1:0. Natomiast Górnik był częściej przy piłce i udawało mu się spychać ostródzian do głębokiej defensywy.

Po wznowieniu od razu zarysowała się znaczna przewaga Górnika, który przez pierwsze 10 minut drugiej połowy zmuszał Sokoła do rozpaczliwej defensywy. Zapędy zabrzan utemperował bardzo groźnym strzałem, świetnie grający Korzeniewski. Po tym wydarzeniu, Górnik nieco mniej dominował, ale tylko przez chwilę. Bramka wyrównująca padła w 68 minucie, kiedy zobaczyliśmy świetną akcje lewą stroną Łukasza Wolsztyńskiego. Odegrał on na 16 metr do Rafała Wolsztyńskiego, ten minął jednego z rywali i strzelił w lewy róg. Po bramce obraz gry się nie zmienił. W 75 minucie znowu Rafał Wolsztyński po imponującym rajdzie minął kilku ”Trójkolorowych”, po czym uderzył z bliska, jednak fantastycznie obronił Kotkowski. Sokół w ostatnich minutach opadł z sił, niestety nie był w stanie odpierać ataków zabrzan i po dobrej kontrze akcja lewą stroną i odegranie na 16 metr do Kądziora, ten ostatni pewnym uderzeniem pokonał bezradnego w tym wypadku Kotkowskiego.

W ostatniej akcji meczu Górnik dorzucił jeszcze jedną bramkę, kiedy Sokół postawił już wszystko na jedną kartę i się odsłonił. Kolejną bramkę dorzucił Wolsztyński.

Sokół Ostróda był równorzędnym rywalem dla Górnika w pierwszej połowie, kiedy miał jeszcze siły. W drugiej odsłonie karta się odwróciła i najzwyczajniej ostródzianie nie byli w stanie dorównać w pełni zawodowym piłkarzom Górnika Zabrze. Nie ma wstydu. Sokół był świetny. Teraz można skupić się na lidze.

Sokół Ostróda – Górnik Zabrze 1:3 (1:0)
1:0 – Mlonek (19), 1:1 – R. Wolsztyński (68), 1:2 – Kądzior (85), 1:3 – R. Wolsztyński (90+5)

Sokół: Kotkowski, Korzeniewski, Pluta, Maternik, Wojciechowski, Mykytyn (76 Bieńkowski), Paczkowski, Wójcik, Mlonek (56 Jankowski), Słowicki (26 Otręba), Gajewski

Górnik Zabrze: Pawłowski – Szeweluchin, Olszewski, D. Pawłowski, Karwot, Nowak, Grendel, Arcon, Matuszek, Ledecky, R. Wolsztyński

 

Related posts

Dodaj komentarz

*