Chyba musimy się przyzwyczaić, że nawet po nieco dłuższej ciszy i tak ktoś prędzej czy później wypadnie z ronda w Wirwajdy, które wieńczy odcinek drogi ekspresowej S5. To miejsce od dawna ma swoją niechlubną historię. Trzeba by się dłużej zastanowić, ile już samochodów zakończyło tam jazdę na barierkach, ale śmiało można powiedzieć, że było ich co najmniej kilkanaście.
Pierwsze „premierowe” wypadnięcie w 2026 roku miało miejsce w sobotę, 7 lutego, wczesnym rankiem. Kilka minut przed godziną siódmą służby ratunkowe zostały postawione na nogi po zgłoszeniu dotyczącym kolizji pojazdu w rejonie ronda.
O godzinie 06:59 na stanowisko kierowania komendanta powiatowego Państwowa Straż Pożarna w Ostródzie wpłynęła informacja o zdarzeniu drogowym. Do akcji zadysponowano dwa zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej oraz jeden zastęp Państwowej Straży Pożarnej. Po dojeździe na miejsce kierujący działaniami ratowniczymi potwierdził kolizję.
Jak wynika z informacji przekazanych przez służby, pojazdem podróżowała jedna osoba. Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń i nie było potrzeby udzielania pomocy medycznej. Działania strażaków zakończyły się po zabezpieczeniu miejsca zdarzenia.
Choć tym razem skończyło się bez konsekwencji zdrowotnych, rondo w Wirwajdach po raz kolejny przypomniało o sobie. I wszystko wskazuje na to, że nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa.


