Ktoś strzela do kotów w Miłomłynie z wiatrówki – tak brzmiał początek wiadomości do nas.
Kot naszej czytelniczki jest kotem domowym, lecz raz na jakiś czas wychodzi na zewnątrz. Jego rewir jest bardzo mały, bowiem nie oddala się za bardzo od domu. Przebywa na powietrzu tylko na terenie posesji. Jakie było zdziwienie pani Joanny, gdy po powrocie z pracy zobaczyła ranę na głowie swojego pupila. Po wizycie u weterynarza okazało się, że został on postrzelony z wiatrówki w głowę.
Pewnego dnia (nie zanotowałam dokładnej daty, ale było to w okolicach 12 lipca) mój kotek Rudi wrócił z raną na głowie. Pomyślałam, że może walczył ze swoim bratem albo zadrapał się o coś. Rana była jednak inna niż zwykłe zadrapanie, podłużna na ok. 1,5cm, trochę poszarpana, nie wydawała mi się głęboka ani nadająca się do szycia, więc nie pojechałam do weterynarza, tylko postanowiłam sama pomóc kotu. Odkażałam ranę oraz kilka razy dziennie smarowałam środkiem na przyspieszenie gojenia. Rana się goiła, powoli, ale postęp był widoczny. 25 lipca 2025 zauważyłam, że tuż za wygojoną prawie raną utworzył się guzek, który postanowiłam skonsultować z weterynarzem. Zarejestrowałam kota na poniedziałek 28 lipca 2025. U weterynarza okazało się, że guzek spowodowany jest ropą i stanem zapalnym, pod palcami weterynarz wyczuł jednak ciało obce. Po zrobieniu RTG okazało się, że w głowie siedzi ŚRUT od wiatrówki. Myślałam, że mieszkam w spokojnej i bezpiecznej dzielnicy. Wokół mojego domu są lasy, łąki i pola uprawne. Moimi sąsiadami są najczęściej zające czy sarny – dodaje pani Joanna.
Co trzeba mieć w głowie by znęcać się nad zwierzętami i tak je krzywdzić? To się w głowie nie mieści. Na szczęście kot jest już po zabiegu chirurgicznym i powoli dochodzi do zdrowia. Miał wiele szczęścia, że przeżył.
Sprawa jest zgłoszona na policję, która rozpoczęła czynności wyjaśniające w tej sprawie.
Red.

