W miniony weekend w lasach pod Łuktą grzybiarze natrafili na tajemniczy worek.
Zaciekawieni i zaniepokojeni tym, co może być w środku postanowili przyjrzeć się mu bliżej. Spełniły się ich najgorsze oczekiwania. W zawiązanym worku był ledwo żyjący szczeniak.
Psinka w tragicznym stanie (odwodniona, wygłodzona, z pasożytami) trafiła do przytuliska w Łukcie, które tak opisuje całe zdarzenie:
Spójrzcie NOTORYCZNI ROZMNAŻACZE jak często kończą maluchy powołane przez waszą głupotę i nieodpowiedzialność na świat,i oddane w DOBRE RĘCE
Ten maluch już nawet nie płakałleżał nieruchomo i czekał na dokonanie wyroku, który wymierzył mu cZŁOwiek
Jednak nie było mu dane umrzeć, bo w drodze na grzyby znaleźli go Dobrzy Ludzie, którzy zainteresowali się zawiązanym workiem porzuconym w leśnym rowie.Malec w tragicznym stanie.Można policzyć wszystkie kosteczki,a oprócz tego skóra i sierść tragediaDzieciak zabezpieczony.Przed nim profilaktyka i odkarmianie aby zaczął wyglądać jak psie dziecko.Bardzo prosimy o dobre jedzonko dla maluchów,tym bardziej że pod naszą opieką od wczoraj są inne 4…Jeśli możesz-POMÓŻ, będziemy wdzięczni.
Kiedy to się skończyskoro gdzie nie spojrzysz: ,, oddam w dobre ręce”, ,, mam do zaoferowania piękne szczeniaki”itd itd…?
Co musi się wydarzyć aby ci wszyscy, którzy rozmnażają zaczęli w końcu myśleć?
TragediaA swoją drogą ciekawe jak skończyło jego rodzeństwo?
źródło: Przytulisko w Łukcie

